ROI odpowiada na jedno pytanie: czy to, co wydaliśmy, wróciło z nadwyżką. Liczysz zysk minus koszt, dzielisz przez koszt i mnożysz przez sto.
Różnica między ROI a ROAS bywa myląca. ROAS patrzy tylko na przychód z reklamy i sam budżet reklamowy. ROI obejmuje całość: koszt produktu, pracę ludzi, prowizje, zwroty.
Przykład. Firma szkoleniowa wydała 12 000 zł na kampanię i sprzedała kursy za 40 000 zł. ROAS wygląda świetnie — 3,3. Ale realizacja tych szkoleń kosztowała 18 000 zł, a obsługa zapisów kolejne 3 000 zł. Zysk to 7 000 zł, więc ROI wynosi 58%. Wciąż dobrze, tylko dużo mniej efektownie.
Kiedy to ma sens. Do decyzji budżetowych na poziomie całej firmy — czy w ogóle opłaca się robić dany rodzaj kampanii. Do codziennej optymalizacji reklam wygodniejszy jest ROAS, bo liczy się szybciej.
Na co uważać. Przy usługach, gdzie klient zostaje na lata, ROI z pierwszego miesiąca zawsze wyjdzie słabo. Wtedy trzeba porównywać koszt pozyskania z wartością klienta w całym okresie współpracy, nie z jedną fakturą.
Powiązane hasła
← Wróć do słownika marketingowego
Data publikacji:
Data aktualizacji:



