Język korzyści polega na mówieniu, co klient z tego ma, zamiast wyliczania parametrów. Nie „grubość 12 mm”, tylko „nie ugnie się pod ciężarem dorosłej osoby”.
Nie chodzi o rezygnację z konkretów. Chodzi o dopisanie do nich zdania, które tłumaczy, dlaczego mają znaczenie.
Przykład. Producent bram opisywał napęd jako „silnik 24 V z funkcją soft start”. Po dodaniu wyjaśnienia — „brama rusza i zatrzymuje się płynnie, więc mechanizm nie wyrabia się po kilku latach, a sąsiedzi nie słyszą, o której wracasz” — liczba zapytań o ten model wzrosła. Parametr został, doszła odpowiedź na pytanie „i co z tego”.
Jak to ćwiczyć. Po każdej cesze produktu dopisz „dzięki czemu…” i dokończ zdanie. Jeśli nie umiesz go dokończyć, ta cecha prawdopodobnie nikogo nie obchodzi.
Na co uważać. Korzyść musi wynikać z faktu. Obietnice bez pokrycia w parametrach to już nie język korzyści, tylko wprowadzanie w błąd — a w reklamie ma to konsekwencje prawne.
Powiązane hasła
← Wróć do słownika marketingowego
Data publikacji:
Data aktualizacji:



